Ah te fochy i foszki!
Humory, no tak, o tym można by napisać naprawdę długiego posta.
Z Tymciowymi humorami jest różnie, nie łudze się, wiem, że to samo spotyka większość rodziców dzieci prawie dwuletnich.
Sprawdza nasz syn na ile może sobie pozwolić, kiedy przekroczy granicę, a kiedy rodzice przymkną oko.
Humory też ma takie, jak każdy z nas, wstanie lewą nogą z łóżka (przeważnie z drzemki), albo po prostu coś mu nie przypasuję.
Nasza reakcja jest wtedy przeważnie jedna - najpierw mówimy, tłumaczymy, dlaczego tak a nie inaczej, dlaczego nie wolno i inne takie. Kiedy to nie skutkuje, a dzieć wpada w coraz większą histerię, przestajemy reagować.
Wtedy mamy dwa rozwiązania. Pierwsze z nich: Tymek stopniowo się uspokaja, a kiedy przestanie chlipać, przychodzi do nas się przytulić. Jeszcze raz mu wtedy tłumaczymy, całujemy, przytulamy i zapewniamy o naszej ogroooooomnej miłości. :)
Drugie rozwiązanie... no właśnie. O tym chciałam dzisiaj napisać.
Pojawiają się foch, ale takie konkretne, nie, że histeria, nie, że bunt.
Kiedy ostatnio się wściekł, zaczął rzucać jeździkiem po całym mieszkaniu i jeszcze go kopać, wściekł się na mamę, że jeździk zabrała i wpadł w histerię.
Histeria trwała mniej więcej tyle co zawsze, więc do tego momentu wszystko było po staremu.
Ale potem coś się zmieniło.
Tymek się obraził.
Udawał, że nie widzi mamy i nie słyszy mamy. Odrwacał głowę, gdy na niego spojrzałam.
Nie reagował kiedy coś do niego mówiłam. No to mówić przestałam, po co się męczyć jak dziecko mnie ignoruje? :P
Tata co jakiś czas zachęcał "idź przytul mamusię to Ci odda jeździk", "idź przeproś mamusię, zobaczysz, że Ci odda". Ale dzieć był nie do zdarcia w tym temacie.
Kiedy poszłam do łazienki, wszedł, spojrzał na mnie i z obrażoną miną trzasnął drzwiami wychodząc. Można się domyślić chyba, że tłumiłam śmiech? ;)
No i w tym momencie słyszę dialog z pokoju:
Tata: Tymuś, przeprosiłeś mamusię?
Timi: Ta.
Tata: Mam iść zapytać?
Timi: Nie!
Kłamczuch, no. :P
W końcu dał się ubłagać, wyszło na to, że to mama się kajała przed obrażonym synem. Mimo, iż naprawdę dzielnie walczyłam by tego nie robić!
Następny dzień i podobna sytuacja, ale główną rolę zajął tata, zabrał rowerek (a to nie przelewki!). Scenariusz się powtórzył, krzyk, histeria i foch.
Tata tym razem sam namawiał syna, by do niego przyszedł (miękki, nie?), ale syn był zbyt mocno obrażony.
W końcu się o coś uderzył i to tata był najbliżej, żeby podmuchać. Wykorzystał mój mężulek sytuację i wyprzytulał syna. :P
Słabi jesteśmy.
Zakończę jednak miłym akcentem, to jest rozmowa babci z wnuczkiem:
Bamba: kto jest najpiękniejszy na świecie? Tymuś?
Tymuś: ne, ne! Mama!
Nic dodać, nic ująć! ;)
O spotkaniu z Tygrysem napiszę następnym razem. :)
Z Tymciowymi humorami jest różnie, nie łudze się, wiem, że to samo spotyka większość rodziców dzieci prawie dwuletnich.
Sprawdza nasz syn na ile może sobie pozwolić, kiedy przekroczy granicę, a kiedy rodzice przymkną oko.
Humory też ma takie, jak każdy z nas, wstanie lewą nogą z łóżka (przeważnie z drzemki), albo po prostu coś mu nie przypasuję.
Nasza reakcja jest wtedy przeważnie jedna - najpierw mówimy, tłumaczymy, dlaczego tak a nie inaczej, dlaczego nie wolno i inne takie. Kiedy to nie skutkuje, a dzieć wpada w coraz większą histerię, przestajemy reagować.
Wtedy mamy dwa rozwiązania. Pierwsze z nich: Tymek stopniowo się uspokaja, a kiedy przestanie chlipać, przychodzi do nas się przytulić. Jeszcze raz mu wtedy tłumaczymy, całujemy, przytulamy i zapewniamy o naszej ogroooooomnej miłości. :)
Drugie rozwiązanie... no właśnie. O tym chciałam dzisiaj napisać.
Pojawiają się foch, ale takie konkretne, nie, że histeria, nie, że bunt.
Kiedy ostatnio się wściekł, zaczął rzucać jeździkiem po całym mieszkaniu i jeszcze go kopać, wściekł się na mamę, że jeździk zabrała i wpadł w histerię.
Histeria trwała mniej więcej tyle co zawsze, więc do tego momentu wszystko było po staremu.
Ale potem coś się zmieniło.
Tymek się obraził.
Udawał, że nie widzi mamy i nie słyszy mamy. Odrwacał głowę, gdy na niego spojrzałam.
Nie reagował kiedy coś do niego mówiłam. No to mówić przestałam, po co się męczyć jak dziecko mnie ignoruje? :P
Tata co jakiś czas zachęcał "idź przytul mamusię to Ci odda jeździk", "idź przeproś mamusię, zobaczysz, że Ci odda". Ale dzieć był nie do zdarcia w tym temacie.
Kiedy poszłam do łazienki, wszedł, spojrzał na mnie i z obrażoną miną trzasnął drzwiami wychodząc. Można się domyślić chyba, że tłumiłam śmiech? ;)
No i w tym momencie słyszę dialog z pokoju:
Tata: Tymuś, przeprosiłeś mamusię?
Timi: Ta.
Tata: Mam iść zapytać?
Timi: Nie!
Kłamczuch, no. :P
W końcu dał się ubłagać, wyszło na to, że to mama się kajała przed obrażonym synem. Mimo, iż naprawdę dzielnie walczyłam by tego nie robić!
Następny dzień i podobna sytuacja, ale główną rolę zajął tata, zabrał rowerek (a to nie przelewki!). Scenariusz się powtórzył, krzyk, histeria i foch.
Tata tym razem sam namawiał syna, by do niego przyszedł (miękki, nie?), ale syn był zbyt mocno obrażony.
W końcu się o coś uderzył i to tata był najbliżej, żeby podmuchać. Wykorzystał mój mężulek sytuację i wyprzytulał syna. :P
Słabi jesteśmy.
Zakończę jednak miłym akcentem, to jest rozmowa babci z wnuczkiem:
Bamba: kto jest najpiękniejszy na świecie? Tymuś?
Tymuś: ne, ne! Mama!
Nic dodać, nic ująć! ;)
O spotkaniu z Tygrysem napiszę następnym razem. :)




a to furiat Mały ;-);-)
OdpowiedzUsuńbyłaś dzielna, że tak długo wytrwałaś ;-) a spotkanie z tygryskiem musiało się podobać Tymkowi i Emilkowi ;-)
A to mały cwaniak :D.
OdpowiedzUsuńja codziennie proszę o więcej cierpliwości dla siebie...trzeba to jakoś przetrzymać
OdpowiedzUsuń